Całkowity brak odpowiedzialności za decyzje podejmowane w Komisji Europejskiej - takie były wyniki pracy niezależnej komisji audytowej, która doprowadziła do dymisji komisarzy z kadencji Jacquesa Santera w 2000 roku.
Poza brakiem kontroli wskazywano na niezwykłe skomplikowanie stanowionych i wykonywanych przez Komisję przepisów, sprzyjających korupcji oraz utrudniających kontrolę nad jej pracami. Sztandarowym przykładem działania Komisji Santera była komisarz Édith Cresson z ramienia francuskich socjalistów, która w wyniku uporczywych przepychanek kadrowych i naginania przepisów doprowadziła do zatrudnienia w Komisji swojego kolegi.
W 2006 roku Europejski Trybunał Sprawiedliwości wydał w tej sprawie zabawny wyrok, argumentując, że samo wykrycie nepotyzmu jest dla pani komisarz tak przykre, że można odstąpić od innych kar takich jak grzywna (!).
Wkrótce po sprawie Santera i Cresson powołano do życia Europejski Biuro Antykorupcyjne (OLAF)...
Niewiele to jednak zmieniło, bo w 2004 roku zarzuty braku transparentności i działań sprzyjających korupcji w kontekście Komisji podniósł Jules Muis, były przewodniczący audytorów tej instytucji. Jednym z postulatów Muisa - z zawodu audytora zatrudnionego w Ernst & Young - było wprowadzenie jasnych i przejrzystych zasad audytowych zamiast "zagmatwanego jak spaghetti ciągu słów" (styl znany świetnie każdemu, kto czytał dokumenty unijne).
W cztery lata później OLAF najwyraźniej nadal nie spełniał swojej roli, jaką było zapobieganie wewnętrznym nadużyciom w strukturach unijnych. W 2008 światło dzienne ujrzały dwa raporty opublikowane przez innego audytora, Paula van Buitenena.
Pierwszy raport opisywał nieprawidłowośći w funkcjonowaniu samego OLAF oraz jego niezdolność do wykrywania nadużyć wewnętrznych. Raport został upubliczniony przez van Buitenena aby uniknąć jego zignorowania, jak to się stało z poprzednimi tego typu informacjami. Jest on długi, ale warto się z nim zapoznać - pokazuje od kuchni mechanizmy stanowienia prawa i braku kontroli nad nimi ze strony demokratycznie wybranych władz. Raport zawiera też akcenty polskie, np.:
I asked Mr. Brok whether it is true that he used his position as chair of AFET to open doors for Bertelsmann in Poland.
Drugi raport, o wiele bardziej nagłośniony przez media, opisuje liczne nadużycia dokonywane w Parlamencie Europejskim przez samych posłów - lewe faktury, rozliczenia bez faktur, zawyżanie kosztów, wynajmowanie fikcyjnych, podwykonawców i inne tradycyjne zajęcia demokratycznie wybranych Synów Narodu na całym świecie. Wobec zbliżających się wyborów do PE, ubolewam, że nie ma w nim nazwisk...




"Elmar Brok (CDU) ist zugleich Lobbyist für den Medien- und Dienstleistungskonzern Bertelsmann. Er hat diese Doppelfunktion nie verheimlicht, weigert sich aber offen zu legen, wie viel Geld er von Bertelsmann erhält."*
W swobodnym tłumaczeniu: Elmar Brok jest również lobbystą dla koncernu medialno-usługowego Bertelsmanna. Nigdy nie ukrywał swojej podwójnej funkcji, jednak nie chce ujawnić ile pieniędzy otrzymał od Bertelsmanna.
Zaintrygowało mnie - można tak!? A jeżeli można - ilu jeszcze tak praktykuje?
*cytat za http://www.europa-transparent.eu/europatransparent/2008/07/too-close-to-bu.html