Niedawno z pewnym zdumieniem znalazłem w jakimś opracowaniu ekologicznym srogie wywody o konieczności stosowania "zasady ostrożności" przy wprowadzaniu nowych technologii.

Ze zdumieniem, bo ta będąca właściwie esencją konserwatyzmu zasada nijak nie przystaje do środowiska kojarzonego raczej z lokomotywą postępu za wszelką cenę.

Czym jest zasada ostrożności? Na Wikipedii można znaleźć taką definicję:

Zasada ostrożności (od ok. 1988 roku) -  zasada etyczna, która deklaruje, że jeśli kilku naukowców myśli, że istnieje wiarygodne, chociaż słabo znane, ryzyko negatywnych skutków nowej technologii, jest lepiej jej nie wprowadzać w życie zamiast ryzykować bardzo niepewne, ale potencjalnie bardzo szkodliwe, konsekwencje. 

W Polsce konieczność jest stosowania podnosiły Federacja Zielonych i Greenpeace w odniesieniu do GMO.

W gruncie rzeczy jest to jak najbardziej poprawne wyrażenie nie tylko ogólnych zasad konserwatyzmu, ale i jak najuczciwszego podejścia naukowego - nie wdrażamy na masową skalę danej koncepcji, dopóki nie udowodnimy że nie posiada negatywnych skutków ubocznych.

Zwykle osiąga się to za pomocą poprawnego i uczciwego stosowania podstawowych metod naukowych:

  • eksperymentu, który pozwala na konfrontację teorii z rzeczywistością,
  • niezależnej recenzji, która pozwala wyłapać błędy, które umknęły autorom ze wzgledu na naturalne, ludzkie uprzedzenia negatywne lub pozytywne.

Niczym innym jak zasadą ostrożności kieruje się farmacja, wymagająca wieloletnich i kompleksowych badań leku przed dopuszczeniem go do masowego stosowania. To samo mamy na rynku żywności (dodatki spożywcze), w transporcie (homologacja środków transportu) czy w budownictwie. Czyli wszędzie tam, gdzie dana idea, nierozważnie wprowadzona w życie mogłaby doprowadzić do krzywdy ludzkiej.

Kompletnie zatem nie rozumiem, dlaczego niemalże ci sami ludzie - a konkretnie związani z partią Zieloni 2004, a także sympatyzujące z nimi ruchy feministyczne - całkowicie odrzucają zasadę ostrożności w kwestiach społecznych?

Niczym innym jak całkowitym zaprzeczeniem zasady ostrożności są postulowane przez te kręgi rewolucyjne zmiany społeczne, związane głównie z wprowadzeniem do prawodawstwa arbitralnie ustalonych przywilejów płciowych (czasem nazywane równouprawnieniem) lub seksualnych (czasem nazywane prawami dla mniejszości seksualnych).

GMO czy globalne ocieplenie stanowią potencjalne, długofalowe zagrożenie dla bliżej nieokreślonych grup ludzkości. Mimo to organizacje ekologiczne wykazują się tutaj niezwykłym konserwatyzmem, nawołując do wzięcia odpowiedzialności za stan przyrody przekazywanej przyszłym pokoleniom i powstrzymania niebezpiecznych technologii nawet, jeśli istnienie zagrożenia jest kwestionowane przez część naukowców.

Słuszne to i sprawidliwie, tylko dlaczego nie odczuwacie żadnej odpowiedzialności za jak najbardziej konkretne ofiary "szwedzkiego modelu wychowania" (dzieciom nie wolno nic zakazywać) czy "rodzicielstwa gejów i lesbijek" czyli oddawania dzieci w adopcję rodzinom dysfunkcyjnym w postaci par homoseksualnych?

Gdzie w tym przypadku podziewa się "zasada ostrożności" i "odpowiedzialność za innych"?