Bruksela rozpoczyna wojnę ze wzrostem cen żywności, który wywołała... Bruksela. W październiku Parlament Europejski uchwalił rezolucję, w której zaapelował do cen aby przestały rosnąć, a do spekulantów by przestali spekulować.
Jakiś czas temu w ramach unijnej Wspólnej Polityki Rolnej wprowadzono obowiązek odłogowania (nieobsiewania) upraw, które przekroczyły określoną wydajność. Ograniczono produkcję cukru, rybołówstwo, wina, kwoty mleczne i szereg innych dziedzin rolnictwa. Dodatkowo ogromne uprawy zostały przeznaczone na rzepak i inne surowce do produkcji biopaliw, do czego zachęcano od 1998 roku.
Do czego prowadzi ograniczenie produkcji? Otóż - co za odkrycie! - zazwyczaj prowadzi do ograniczenia ilości produktu na rynku.
Dzisiaj Bruksela z zaskoczeniem konstatuje, że... zaczyna brakować żywności, co z kolei - naturalnym prawem popytu i podaży - zaczyna powodować wzrost cen.
Nasuwa się kilka pytań:
- czy wprowadzając WPR Parlament Europejski nie był w stanie przewidzieć, że ograniczenie produkcji wpłynie na wzrost cen?
- czy wprowadzając WPR nie mówiono o ochronie konsumenta i szeregu innych dobrocznnych skutków?
- czy jeden z zapisów Traktatu Reformującego nie mówi o "wolności prowadzenia działalności gospodarczej"?
Ponieważ w różnych artykułach o "zaskoczonym" Parlamencie wspomina się o błędach i wypaczeniach WPR mam pytanie pomocnicze:
- co należy zrobić z posłami, członkami Komisji i ministrami odpowiedzialnymi za "błędy i wypaczenia"?
Będę złośliwy, ale zwalanie winy na "spekulantów" oraz cały świat ("wzrost popytu w Azji") - byle tylko nie przyznać że gospodarka komunistyczna nie daje rady - stosowała WKP(b) w latach 20-tych. W końcu wprowadzono NEP. Czy Parlament niniejszym prosi ministrów o NEP? Warto pamiętać co stało się w Sowietach potem...
A na poważnie - to naturalnie że duże sieci handlowe spekulują. Po to przecież są żeby wykorzystywać koniunkturę dla maksymalizacji sysku. Ale warto zauważyć, że w unijnych regulacjach handlowe giganty żyją jak pączek w maśle*.
Otóż wybitny udział w "koncentracji handlu detalicznego" (czyli po prostu eliminacji małych hurtowników i detalistów) ma właśnie Unia. Przecież nieustanne podnoszenie ustawowych wymagań co do "jakości"**, produkcji, transportu i sprzedaży produktów spożywczych sprzyja właśnie sieciom handlowym, które sobie te koszty amortyzują wyrżnięciem małych.
* Komisja Europejska szacuje, że w Brukseli działa 16-18 tys. lobbystów reprezentujących ponad 3 tys. organizacji i innych podmiotów lobbingowych
** piszę o "jakości" bo współcześnie hodowane na wacie szklanej ogórki, choć ładne i wymiarowe, nie mają smaku ogórka; to prawda że marchewki są równe, czyste i sterylne - ale jaki z tego pożytek skoro 1/3 dzieci od urodzenia wpieprza Zyrtek i inne leki przeciwalergiczne?



