Ale wyłącznie na własne życzenie. Rzut okiem na przygotowania rodzimych partii do wyborów do Parlamentu Europejskiego pokazuje, że mają one swoich wyborców w głębokim poważaniu. Najsmutniejsze jest to, że w najgłębszym mają nas te partie, które najgłośniej krzyczą o transparentności życia publicznego.

Swój program wyborczy starannie ukrywa Libertas, który na codzień grzmi o konieczności szerokiego dostępu do informacji publicznej. Warto byłoby zacząć od dania dobrego przykładu - tymczasem na stronie Libertasu od paru miesięcy wisi taka obietnica:

The Libertas programme for a better Europe will be published on this site in the coming weeks.

Czy też może za program wyborczy należy przyjąć wiszące tam od dawna dyrdymały w rodzaju "a bo my chcemy demokracji"? Problem polega na tym, że demokracją to sobie mordę wyciera każda partia począwszy od KPZR. Prosimy o szczegółową deklarację programową oraz działania, za pomocą którym doprowadzicie do jej spełnienia.

Dyrdymałów słuchamy co kadencję i za grosz w nie nie wierzymy, więc dajcie sobie spokój.

Dalej mamy kandydatów. W Krakowie na pierwszym miejscu widnieje Wojciech Wierzejski, postać znana i medialna. Załóżmy, że nie chciałbym głosować na pana Wierzejskiego. Więc kim jest pozostałe dziewięć osób?

Pojedyncze osoby (Żabiński, Papież) to politycy, których można znaleźć w Wikipedii. Ale pozostali kandydaci? Komitet wyborczy nie był nawet łaskawy wrzucić na swoją stronę skrótowej informacji kto zacz, paruzdaniowego biogramu, linku do strony czy czegokolwiek innego.

UPR, który ma dobrą deklarację programową, też pokpiwa sobie kandydatów ograniczając się do prezentacji listy nazwisk i nic poza tym. Powiedzmy, że interesuje mnie pan Szymon Jamro z pozycji 7 w Małopolsce. Ale kto to jest? Na stronie UPR zero informacji na temat osiągnięć, zero prezentacji kandydata. Jaja sobie robicie czy to tak ma być?